Wyjazdy służbowe męża były
męką dla moich zawsze dużych potrzeb seksualnych. Jeśli jego
nieobecność przeciągała się do tygodnia, bądź dłużej, snułam się
nieprzytomnie po mieszkaniu niczym niezaspokojona lwica. Gdyby
nie zestaw wibratorów, w który mąż zaopatruje mnie zawsze przed
wyjazdem, gryzłabym chyba ścianę. Żaden jednak sztuczny penis,
choćby najwymyślniejszy nie zastąpi żywego. Dlatego moje
igraszki z wibratorami, zamiast koić, jeszcze bardziej rozpalały
żądze.
- Samca! - wołałam rozpaczliwie.- Samca!!!
Pewnego dnia leżałam w łóżku, patrząc smutnie w sufit. Właśnie
mijał tydzień mojej przymusowej samotności. Miałam na sobie
tylko rajstopy opuszczone do kolan, w sobie zaś - łukowatego
fallusa. Ale jego ciche buczenie drażniło mnie. Nie czułam w
cipce ani odrobiny rozkoszy. Nagle ktoś zadzwonił. Czyżby mąż -
pomyślałam radośnie i zerwałam się z łóżka. Szybko podciągnęłam
rajstopy, narzuciłam na ramiona koszulkę i pobiegłam do drzwi.
- Telegram! - Och, to tylko listonosz. - Proszę podpisać.
Biorąc do ręki długopis, zauważyłam, jak mężczyzna spojrzał na
mnie zdumiony. Jego usta rozwarły się lekko. Nic dziwnego, byłam
niemal naga.
- To wszystko? - zapytałam.
- T... tak. - odpowiedział, jąkając się.
Jego pałający wzrok wprost pożerał moje sutki oraz ciemny
wzgórek, rysujący się wyraźnie pod cienkim jedwabiem rajstop.
Mimowolnie spojrzałam na jego rozporek. Wybrzuszał się w
zatrważającym tempie. Przymknęłam oczy, a moja cipka zaczęła
wykonywać ssące ruchy. "Tam jest kutas! Prawdziwy, żywy kutas!
Och, nie wytrzymam dłużej!" - pomyślałam.
- A jednak nie wszystko! - Zawołałam nagle, półprzytomna z
podniecenia i chwyciłam go za ramię.- Właź! Niech się dzieje co
chce.
Listonosz okazał się bystrym i jurnym mężczyzną. Zamknął z
trzaskiem drzwi i natychmiast opuścił spodnie.
- Jaki wielki! - Zawołałam z podziwem. On zaś bez żadnych
ceregieli obrócił mnie przodem do wiszącego w przedpokoju
lustra, potem jednym szarpnięciem ściągnął mi rajstopy i z
impetem wziął mnie od tyłu.
- Och! - zawyłam z rozkoszy. Nareszcie czułam w sobie
prawdziwego chuja. Moja wygłodniała cipka zwilgotniała już na
sam widok kutasa, zaś teraz, gdy miała go w sobie, wręcz
trysnęła sokiem. Poczułam, jak ciepły śluz spływa mi po udach.
- Pieprz mnie, samcze! Pieprz! - Zawołałam w uniesieniu. Zachęta
była niepotrzebna, muskularne uda mężczyzny obijały się o moje
pośladki z prędkością silnikowego tłoka. Kutas wnikał we mnie
głęboko, aż po same jaja. Jęczałam. Z każdą chwilą czułam coraz
większą rozkosz. Powoli zaczęłam tracić poczucie rzeczywistości.
- Dalej! Jeszcze! Mocniej! - Wykrzykiwałam wpółprzytomnie.
Podczas stosunku obróciliśmy się bokiem do lustra. Spoglądając w
nie kątem oka, widziałam nasze złączone ciała falujące
pośpiesznie zgodnym rytmem. Brązowy umięśniony chuj to pojawiał
się, to znów znikał. Włochata moszna o śliwkowatych jajach
majtała się przy tym, niczym krowi cycek.
- Ach szybciej! Zaraz dochodzę!
Istotnie, czułam już zbliżający się finał. Rozkoszne dreszcze
targające mym ciałem przybierały na sile; były coraz dłuższe.
Różowe, nabrzmiałe sutki zesztywniały i zwilgotniały na
koniuszkach, a z cipki wyciekało coraz więcej śluzu. Wreszcie
nagła fala niewysłowionej błogości przebiegła po mym ciele i
sparaliżowała członki. Jednocześnie pochwę ogarnęły gwałtowne
skurcze.
- Aaach!
Orgazm, długi i silny, odwiódł mnie zupełnie od zmysłów. Wyłam i
charczałam jak konająca suka. Mój partner spóźnił się nieco, ale
niewiele. Zdążył we mnie wystrzelić, zanim nastąpił ostatnie
spazmy. Jęknęłam, czując jak strugi spermy tryskają w głąb
cipki. Długo dochodziłam do siebie, tuląc do piersi mojego
jurnego ogiera. Kiedy zaś odzyskałam zupełnie świadomość, znów
zapałałam żądzą.
- Chcę jeszcze!- powiedziałam i zaciągnęłam listonosza do
sypialni. Tam zabrałam się natychmiast do obciągania jego nieco
sflaczałej fujarki. Stawianie laski jest jedną z moich
ulubionych seks-igraszek, zwłaszcza po stosunku, kiedy kutas
ocieka spermą. Wodząc językiem wokół nabrzmiewającej główki, od
czasu do czasu kąsałam ząbkami wędzidełko, próbując też niekiedy
zgłębić tunelik cewki. Taki pęczniejący chuj to rozkosz dla
podniebienia, dlatego nie omieszkałam też wciągać go w usta aż
po gardło i ssać niczym smoczka. Kiedy stwardniał już na stal,
ułożyłam się wygodnie na plecach i rozłożyłam uda.
- A teraz, mój jurny samcze - powiedziałam i pacnęłam go stopą
po nosie - przeleć mnie tak, żebym się aż posikała z rozkoszy!
"Jurny samiec" wydał z siebie okrzyk, grzmotnął się pięścią w
pierś i przystąpił do dzieła. Wszedł we mnie z taką
gwałtownością, że aż krzyknęłam, czując jak kutas przeszywa
pochwę i wnika do macicy.
- O tak! Tak, tak! Wejdź aż po gardło!
Jakiś czas ruchał mnie jak młody byczek: byle jak, byle
szybciej. Potem jednak zwolnił, a wtedy przekonałam się, że
kochanek z niego nie tylko szybki, ale i wytrawny. Jego
pchnięcia były teraz rozważne: raz pod tym, raz pod innym kątem.
Dzięki tej urozmaiconej penetracji, wszystkie punkty mojej
cipki, wraz z tym najwrażliwszym, były stale drażnione. Zatem
nie mogłam narzekać na zbyt słabe doznania. A nawet w krótkim
czasie stały się one tak intensywne, że musiałam zaciskać zęby,
aby nie wyć jak wampirzyca.
- Och, co ty ze mną robisz? - szeptałam nieprzytomnie,
zaplatając nogi na jego pośladkach.
- Poza tym, że cię pieprzę, zupełnie nic - powiedział i spojrzał
na mnie filuternie.
Żeby mi już całkiem dogodzić, zaczął zmieniać pozycje. Wchodził
we mnie to z tyłu, to z boku; raz przystawiał się jak buhaj, to
znów podkładał się pode mnie, narzucając mi rolę amazonki.
Przyjmowałam to wszystko półprzytomna z rozkoszy, jaka mną
zawładnęła.
- O tak, tak! Jak błogo! O jak cudnie!
Mimo, iż doznałam już w międzyczasie kilku małych orgazmów,
czułam, że ten właściwy, najpotężniejszy dopiero nastąpi. Mój
partner, choć powstrzymywał się jak mógł, stękał ciężko
złakniony finału.
- Ach, nie mogę już dłużej! - zawołał w pewnej chwili i powrócił
nagle do roli jurnego byczka. - Dojdź ze mną!
Wyprężyłam się posłusznie, zwarłam cipkę i zagryzłam wargi.
Nagła, potężna fala niewysłowionej rozkoszy targnęła mną i
wprawiła w skurcze moją pochwę. Zawyliśmy oboje. Gorąca sperma
sparzyła moje wnętrzności. Patrzyłam na to przez mgiełkę
ustępującej wolno rozkoszy.
W kwadrans potem byłam już sama. Wrzucając do prania obsikane
prześcieradło, przypomniałam sobie o telegramie. Wzięłam go i
spojrzałam na podpis: od męża. "Zostaję jeszcze tydzień stop nie
wpuszczaj nikogo stop nawet listonosza stop".
- No cóż, za późno - powiedziałam i pogładziłam się po cipce |